piątek, 1 kwietnia 2016

#41 - Długa droga ku górze.

Bez taryfy ulgowej...


Minęły już trzy dni od pechowego meczu z "Chemikiem", a ja wciąż funkcjonowałem normalnie tylko i wyłącznie dzięki lekom przeciwbólowym. Momentami mocno kręciło mi się w głowie, choć na ogół doskwierał mi monotonny, lekko ćmiący ból. Te kilka dni poświęciłem na regenerację. W czwartek, zaledwie 4 dni od urazu, zdecydowałem się wziąć udział w pierwszym etapie eliminacji do turnieju "Coca Cola Cup", w którym brała udział moja szkoła. Do końca nie byłem pewien, czy jestem gotów do gry, jednak po rozgrzewce stwierdziłem, że tragedii nie ma i mogę wystąpić. Podczas kolejnych meczów nie odczuwałem nadmiernych dolegliwości, co cieszyło mnie tym bardziej, że oznaczało to, że jestem zdolny do gry również w meczach ligowych. Z wciąż poobijaną głową i uśmiechem na ustach, zameldowałem się więc 14-tego kwietnia 2013 roku na stadionie "Bałtyku" Koszalin...