środa, 16 marca 2016

#40 - Trudne początki.

Debiut w nowych barwach...


Po wielu ciężkich treningach, dziesiątkach blisko stukilometrowych wyjazdów, litrach potu wylanego na zajęciach i wielu godzinach odsypiania w samochodzie podczas drogi powrotnej przyszedł czas na inaugurację długo wyczekiwanej rundy wiosennej. "Pogoń" Szczecin ukończyła jesienne zmagania na 3 miejscu, ze stratą zaledwie trzech punktów do zwycięskiego "Bałtyku" Koszalin, i znajdującego się tuż za liderem - szczecińskiego SALOS-u. Niestety, tylko dwa pierwsze miejsca premiowane były awansem do grupy makroregionalnej, która wyłaniała najlepsze dwa zespoły wśród czterech najbliższych województw, dając im przepustkę na finalne zmagania o drużynowe Mistrzostwo Polski. Przyszło mi więc uczestniczyć wciąż w tych samych rozgrywkach jak na jesień, zmniejszonych o dwie drużyny, jednak oczekiwania i punkt widzenia zmieniły się diametralnie. Zaczynaliśmy jako lider. Nie interesowało nas, tak jak w Barlinku, utrzymanie. Patrzyliśmy tylko w stronę tytułu.

środa, 9 marca 2016

#39 - Dynamit w nogach.

Po raz ostatni...


Cofnijmy się około dwa miesiące wstecz. Tuż przed finiszem ligowych rozgrywek otrzymałem bardzo niespodziewaną wiadomość. Przekazał mi ją pełen entuzjazmu tata. Początkowo nie miałem pojęcia o co może chodzić, ale szybko i ja się rozpromieniłem. Pamiętacie, gdy opowiadałem wam o obozach Polish Soccer Skills, na które jeździłem do Wałcza? ( Jeżeli nie, to możecie odświeżyć swoją pamięć TUTAJ ) Po raz pierwszy postanowiono zorganizować obóz dedykowany. Zostało na niego zaproszonych po kilka osób z każdego rocznika. Osób, które zajęły czołowe lokaty w testach końcowych i zdecydowanie wyróżniające się na tle rówieśników. Nie ukrywam, że odebrałem to jako ogromne wyróżnienie, a jednocześnie wielką nagrodę, ponieważ nawet sam po sobie widziałem solidny progres w przeciągu ostatnich kilku sezonów. Każdy obóz otwierał mi oczy na nowe metody treningowe, zachęcał do większej pracy niż na treningach stacjonarnych w klubie, a co najważniejsze - "ładowałem nimi baterie" na resztę sezonu. Zawsze wracając z obozu emanowałem energią, większym boiskowym sprytem i podbudowanymi umiejętnościami. Odliczałem więc dni do wyjazdu...

wtorek, 1 marca 2016

#38 - Najtrudniejszy egzamin.

Trening na najwyższych obrotach...


Zbliżał się koniec stycznia 2013-tego roku. Oparty o murek okalający skatepark, wpatrywałem się w kilkunastotysięczne trybuny obiektu im. Floriana Krygiera... Była dość mroźna zima. Tym bardziej dziwiłem się, jakim cudem te granatowe ortalionowe spodnie chroniły mnie przed ostrym mrozem. Miałem bowiem na sobie komplet, który otrzymałem na jednym z ostatnich treningów od trenera Łęczyńskiego... Byłem bardzo poddenerwowany. Patrząc na granatowo-bordowy herb, spoczywający wysoko na ścianie budynku klubowego czułem jednak dumę, że udało mi się postawić kolejny krok w stronę marzeń. Powoli gromadziliśmy się już całą drużyną, po czym załadowaliśmy sprzęt, wsiedliśmy do autokaru i udaliśmy się w kierunku Pobierowa, gdzie czekał nas tydzień bardzo ciężkiej, obozowej pracy...