niedziela, 24 stycznia 2016

#34 - Wielki powrót.

Zaskakujący goście na trybunach...


4 listopada, 2012 rok. Choć jesień stawała się coraz bardziej dokuczliwa, tego dnia pogoda była przyjazna dla zawodników. Mimo tego, że stadion "Pogoni" Barlinek znajduje się tuż przy jeziorze, powietrze stało w miejscu i było przyjemne. Temperatura zdecydowanie na plus. Podobnie, jak w naszej szatni. Mimo porażki sprzed tygodnia, nie dało się wyczuć, aby ktoś to jeszcze nazbyt rozpamiętywał. Humor dopisywał nam na tyle, że zaczęliśmy żonglować grupowo piłką, na siedząco. Może nie byliśmy w tym najlepsi na świecie, ale było przy tym sporo śmiechu. Do czasu, kiedy jeden z naszych zawodników nie kopnął w przestarzałą lampę nad naszymi głowami! Szklana lampa runęła na środek pomieszczenia, a ja zdążyłem w ostatniej chwili zasłonić twarz... Stare szkło dosłownie rozprysło się na wszystkie strony świata, uwalniając przy tym podejrzaną chmurę pyłu. Na całe szczęście, nikomu nic się nie stało, jednak przez następne 15 minut każdy z nas wytrzepywał przed budynkiem resztki szkła, które powpadały nam do sprzętu, z wyjątkiem Olka - winowajcy, który w zamian zamiatał podłogę.

niedziela, 17 stycznia 2016

#33 - Przerwana seria.

Szczęśliwa nieobecność...


28 października, 2012. Stargard Szczeciński. Tydzień po naszym udanym meczu rozegranym ze "Stalą" Szczecin na własnym terenie, przyszedł czas na pojedynek z "Błękitnymi". Na szczeblu seniorskim zarówno klub ze Stargardu, jak i z Barlinka współpracowały ze sobą, kibice wzajemnie dopingowali obie drużyny, wspólnie udając się z nimi na daleki wyjazdy. Ogólnie rzecz biorąc - "miały sztamę". Nie dotyczyło to jednak drużyn juniorskich. Odkąd pamiętam, każdy nasz pojedynek ze stargardzkim klubem obfitował w dużą ilość goli, sytuacji podbramkowych, fauli, kartek a także często... wzajemnych pretensji w stronę arbitra... Wygrana z przed tygodnia nieźle podbudowało nasze morale. W szatni było czuć duże rozluźnienie. Jako jeden z nielicznych miałem co do tego lekkie obawy. Zlekceważenie, jakie dało się wyczuć wobec rywali, zawsze może zakończyć się kiepsko, czyż nie?

środa, 13 stycznia 2016

Jak się zmotywować?

Motywacja - pierwszy krok do sukcesu...


Odkąd pamiętam, miałem w sobie coś ze sportowca. W pierwszej klasie podstawówki okrutnie rozpaczałem, ponieważ z powodu choroby nie mogłem wziąć udziału w biegach leśnych. Od malutkiego pragnąłem grać w piłkę. Nawet na zajęciach wychowania fizycznego denerwowałem się, że część klasy wykręca się od ćwiczenia, gdyż chciałem by mecz siatkówki na w-fie był jak najbardziej zacięty. W życiu każdego człowieka - nieważne, czy piłkarza, biznesmena, muzyka czy nauczyciela - powinno dążyć się do sukcesu. Każdy z nas odczuł w przeszłości pragnienie zwycięstwa. Ale nie muszę chyba uświadamiać Was jak bardzo kręta jest ścieżka dążąca do sukcesu, prawda?

sobota, 9 stycznia 2016

#32 - Strzał życia.

Jak wygrać mecz jednym uderzeniem...


21 października, 2012 rok. Powoli robiło się już coraz chłodniej, więc boisko także zaczęło odczuwać trudy trwającego sezonu. Podobnie jak murawa, i ja czułem się już nieco przemęczony. Nie harowałem po kilka godzin dziennie, jednak gdy już byłem na treningu, zawsze wkładałem w niego maksimum swoich sił. Nie pomagał mi wcale fakt, że wciąż odczuwałem ból pachwiny. Po części już się do niego przyzwyczaiłem, ale nie sądzę, by grało mi się lepiej dzięki temu. W szatni także atmosfera była dość "gęsta", przynajmniej wobec mnie. Nie wiem dokładnie z jakiego powodu - czy to przez zazdrość, że otrzymałem kolejne powołanie i zaliczyłem następny mecz w kadrze, czy z innej przyczyny... Ja z kolei skupiałem się na tym, by w meczu ze "Stalą" Szczecin wypaść jak najlepiej... Liczyłem się z tym, że na trybunach może być jakiś obserwator.

środa, 6 stycznia 2016

#31 - Deszczowy dreszczowiec.


17 października 2012 r. Deszczowa, zimna, przytłaczająca pogoda. Wycieraczki pracowały przez całą naszą drogę do Wielenia - miejscowości położonej nieopodal Poznania. I choć aura tamtego dnia nie zachęcała nawet do wyjścia z domu do pobliskiego spożywczaka, ja pragnąłem być jak najszybciej na miejscu. Czekał na mnie kolejny, jeden z najważniejszych meczów w moim życiu - mierzyliśmy się bowiem z najcięższym grupowym rywalem w walce o finałowy turniej Mistrzostw Polski - Wielkopolskim Związkiem Piłki Nożnej.