czwartek, 4 sierpnia 2016

Dziękujemy, trenerze.

4 sierpnia, 2015. Byliśmy wtedy na obozie w Szczecinku. Drugi dzień. Męczące upały. I piekielnie smutne wiadomości z Barlinka. Zamiast skupić się na walce o miejsce w składzie i pracy nad formą, oboje z Deckiem zachodziliśmy w głowę, zadając sobie pytanie bez odpowiedzi – Dlaczego? Żaden z nas jeszcze kilka dni wcześniej nie podejrzewałby, że tego właśnie dnia, odejdzie od nas wspaniały trener, a przede wszystkim – wielki człowiek...

                                                                                 ***

piątek, 1 kwietnia 2016

#41 - Długa droga ku górze.

Bez taryfy ulgowej...


Minęły już trzy dni od pechowego meczu z "Chemikiem", a ja wciąż funkcjonowałem normalnie tylko i wyłącznie dzięki lekom przeciwbólowym. Momentami mocno kręciło mi się w głowie, choć na ogół doskwierał mi monotonny, lekko ćmiący ból. Te kilka dni poświęciłem na regenerację. W czwartek, zaledwie 4 dni od urazu, zdecydowałem się wziąć udział w pierwszym etapie eliminacji do turnieju "Coca Cola Cup", w którym brała udział moja szkoła. Do końca nie byłem pewien, czy jestem gotów do gry, jednak po rozgrzewce stwierdziłem, że tragedii nie ma i mogę wystąpić. Podczas kolejnych meczów nie odczuwałem nadmiernych dolegliwości, co cieszyło mnie tym bardziej, że oznaczało to, że jestem zdolny do gry również w meczach ligowych. Z wciąż poobijaną głową i uśmiechem na ustach, zameldowałem się więc 14-tego kwietnia 2013 roku na stadionie "Bałtyku" Koszalin...

środa, 16 marca 2016

#40 - Trudne początki.

Debiut w nowych barwach...


Po wielu ciężkich treningach, dziesiątkach blisko stukilometrowych wyjazdów, litrach potu wylanego na zajęciach i wielu godzinach odsypiania w samochodzie podczas drogi powrotnej przyszedł czas na zainaugurowanie długo wyczekiwanej rundy wiosennej. "Pogoń" Szczecin ukończyła jesienne zmagania na 3 miejscu, ze stratą zaledwie trzech punktów do zwycięskiego "Bałtyku" Koszalin, i znajdującego się tuż za liderem szczecińskiego SALOS-u. Niestety, tylko dwa pierwsze miejsca premiowane były awansem do grupy makroregionalnej, która wyłaniała najlepsze dwa zespoły wśród czterech najbliższych województw, dając im przepustkę na finalne zmagania o drużynowe Mistrzostwo Polski. Przyszło mi więc uczestniczyć wciąż w tych samych rozgrywkach, zmniejszonych o dwie drużyny, jednak oczekiwania i punkt widzenia zmieniły się diametralnie. Zaczynaliśmy jako lider. Nie interesowało nas, tak jak w Barlinku, utrzymanie. Patrzyliśmy tylko w stronę tytułu.

środa, 9 marca 2016

#39 - Dynamit w nogach.

Po raz ostatni...


Cofnijmy się około dwa miesiące wstecz. Tuż przed finiszem ligowych rozgrywek otrzymałem bardzo niespodziewaną wiadomość. Przekazał mi ją pełen entuzjazmu tata. Początkowo nie miałem pojęcia o co może chodzić, ale szybko i ja się rozpromieniłem. Pamiętacie, gdy opowiadałem wam o obozach Polish Soccer Skills, na które jeździłem do Wałcza? Po raz pierwszy postanowiono zorganizować obóz dedykowany. Zostało na niego zaproszonych po kilka osób z każdego rocznika. Osób, które zajęły czołowe lokaty w testach końcowych i zdecydowanie wyróżniające się na tle rówieśników. Nie ukrywam, że odebrałem to jako ogromne wyróżnienie, a jednocześnie wielką nagrodę, ponieważ nawet sam po sobie widziałem solidny progres w przeciągu ostatnich kilku sezonów. Każdy obóz otwierał mi oczy na nowe metody treningowe, zachęcał do większej pracy niż na treningach stacjonarnych w klubie, a co najważniejsze - "ładowałem nimi baterie" na resztę sezonu. Zawsze wracając z obozu emanowałem energią, większym boiskowym sprytem i podbudowanymi umiejętnościami. Odliczałem już więc dni do wyjazdu...

wtorek, 1 marca 2016

#38 - Najtrudniejszy egzamin.

Trening na najwyższych obrotach...


Zbliżał się koniec stycznia 2013-tego roku. Oparty o murek okalający skatepark, wpatrywałem się w kilkunastotysięczne trybuny obiektu im. Floriana Krygiera... Była dość mroźna zima. Tym bardziej dziwiłem się, jakim cudem te granatowe ortalionowe spodnie chroniły mnie przed ostrym mrozem. Miałem bowiem na sobie komplet, który otrzymałem na jednym z ostatnich treningów od trenera Łęczyńskiego... Byłem bardzo poddenerwowany. Patrząc na granatowo-bordowy herb, spoczywający wysoko na ścianie budynku klubowego czułem jednak dumę, że udało mi się postawić kolejny krok w stronę marzeń. Powoli zgromadziliśmy się już całą drużyną, po czym załadowaliśmy sprzęt, wsiedliśmy do autokaru i udaliśmy się w kierunku Pobierowa, gdzie czekał na nas tydzień bardzo ciężkiej, obozowej pracy...

niedziela, 21 lutego 2016

#37- Nowy etap.

Czas na podjęcie decyzji...


Mijał tydzień za tygodniem. Pełna emocji runda jesienna sezonu 2012/13 dobiegła końca. Naszą ostatnią ligową potyczką było spotkanie na własnym terenie z liderem tabeli, "Bałtykiem" Koszalin. Nie będę Wam go szczegółowo opowiadał, poza kilkoma detalami. Niestety, przegraliśmy ten mecz 1:3. Trzeba jednak przyznać, że zagraliśmy całkiem solidne 80 minut. Bramkę dla naszego zespołu strzeliłem ja. Ale w jakim stylu! Wychodziliśmy z kontrą. Prawą stroną boiska. Dostałem prostopadłe podanie, które przepuściłem sobie między nogami, tym samym wprowadzając futbolówkę na połowę rywala. To było jakieś 40-45 metrów od bramki. Widziałem, że Adi wychodzi na czystą pozycję. Bez zastanowienia kopnąłem piłkę z zamiarem dośrodkowania jej w okolice 16-tego metra, tak, by Adrian znalazł się w sytuacji sam na sam. Od razu wiedziałem, że nie uderzyłem piłki tak, jak powinienem. Zamiast dokręcać, ona się odkręcała. Swój ponad 40-metrowy lot piłka zakończyła idealnie w okienku bramki "Bałtyku", dobrych kilkanaście metrów od Adiego, który był adresatem podania! Nawet nie wiedziałem jak mam się cieszyć. Nawet w snach nie przyszłoby mi do głowy, że mogę zdobyć takiego gola! Można powiedzieć, że było to podsumowanie i zwieńczenie moich jesiennych, boiskowych zmagań. Trafnie skwitował to wszystko ówczesny prezes "Pogoni" Barlinek mówiąc po moim trafieniu do reszty zgromadzonych gapiów - "Taaaa... Temu nawet jak nie wychodzi, to i tak wychodzi...".

sobota, 13 lutego 2016

#36 - Chwilo, trwaj.

Ta niesłychana dawka emocji...



Cofnijmy się kilka dni wstecz. Wtorek, 23 października 2012. Wraz z resztą drużyny, stanowiącej kadrę reprezentującą Zachodniopomorski Związek Piłki Nożnej, udaliśmy się w daleką podróż do położonego niedaleko Trójmiasta, Gniewina. Wiedzieliśmy, że w miejscowości tej usytuowana jest baza treningowa, wybudowana specjalnie pod kątem przygotowań drużyn narodowych, uczestniczących w niedawno rozegranym EURO 2012. Może to właśnie dlatego nasz mecz z Pomorskim ZPN, który mieliśmy rozegrać następnego dnia nabierał dodatkowego smaczku? Długa i męcząca podróż ze Szczecina trwała blisko 6 godzin. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jaką ulgę miałem wypisaną na twarzy, gdy wdrapałem się po schodach i zaległem w pokoju, w którym wraz z "Klimą" i "Karabinem" mieliśmy spędzić najbliższą, przedmeczową noc...

wtorek, 2 lutego 2016

#35 - Mecz sezonu.

Dziś dam z siebie 110 %, dziś pokażę na co mnie stać...


10 listopada, 2012. Chłodno, pochmurno, wilgotno. Przed tym meczem czułem wyjątkową presję. Presję, ale pozytywną. Byłem niesamowicie nakręcony na ten mecz. Nie brałem pod uwagę innej opcji, aniżeli wyjść na boisko, huknąć parę bramek i pokazać na co mnie stać! Czekała na nas drużyna "Pogoni" Szczecin, rocznik 97, prowadzony przez trenera Piotra Łęczyńskiego. Wiedziałem, że po dzisiejszej batalii na sztucznej murawie przy ul. Witkiewicza zapadną ważne decyzje dotyczące zainteresowania moją osobą. Wiedziałem, że będę obserwowany...

niedziela, 24 stycznia 2016

#34 - Wielki powrót.

Zaskakujący goście na trybunach...


4 listopada, 2012 rok. Choć jesień stawała się coraz bardziej dokuczliwa, tego dnia pogoda była przyjazna dla zawodników. Mimo tego, że stadion "Pogoni" Barlinek znajduje się tuż przy jeziorze, powietrze stało w miejscu i było przyjemne. Temperatura zdecydowanie na plus. Podobnie, jak w naszej szatni. Mimo porażki sprzed tygodnia, nie dało się wyczuć, aby ktoś to jeszcze nazbyt rozpamiętywał. Humor dopisywał nam na tyle, że zaczęliśmy żonglować grupowo piłką, na siedząco. Może nie byliśmy w tym najlepsi na świecie, ale było przy tym sporo śmiechu. Do czasu, kiedy jeden z naszych zawodników nie kopnął w przestarzałą lampę nad naszymi głowami! Szklana lampa runęła na środek pomieszczenia, a ja zdążyłem w ostatniej chwili zasłonić twarz... Stare szkło dosłownie rozprysło się na wszystkie strony świata, uwalniając przy tym podejrzaną chmurę pyłu. Na całe szczęście, nikomu nic się nie stało, jednak przez następne 15 minut każdy z nas wytrzepywał przed budynkiem resztki szkła, które powpadały nam do sprzętu, z wyjątkiem Olka - winowajcy, który w zamian zamiatał podłogę.

niedziela, 17 stycznia 2016

#33 - Przerwana seria.

Szczęśliwa nieobecność...


28 października, 2012. Stargard Szczeciński. Tydzień po naszym udanym meczu rozegranym ze "Stalą" Szczecin na własnym terenie, przyszedł czas na pojedynek z "Błękitnymi". Na szczeblu seniorskim zarówno klub ze Stargardu, jak i z Barlinka współpracowały ze sobą, kibice wzajemnie dopingowali obie drużyny, wspólnie udając się z nimi na daleki wyjazdy. Ogólnie rzecz biorąc - "miały sztamę". Nie dotyczyło to jednak drużyn juniorskich. Odkąd pamiętam, każdy nasz pojedynek ze stargardzkim klubem obfitował w dużą ilość goli, sytuacji podbramkowych, fauli, kartek a także często... wzajemnych pretensji w stronę arbitra... Wygrana z przed tygodnia nieźle podbudowało nasze morale. W szatni było czuć duże rozluźnienie. Jako jeden z nielicznych miałem co do tego lekkie obawy. Zlekceważenie, jakie dało się wyczuć wobec rywali, zawsze może zakończyć się kiepsko, czyż nie?

środa, 13 stycznia 2016

Jak się zmotywować?

Motywacja - pierwszy krok do sukcesu...


Odkąd pamiętam, miałem w sobie coś ze sportowca. W pierwszej klasie podstawówki okrutnie rozpaczałem, ponieważ z powodu choroby nie mogłem wziąć udziału w biegach leśnych. Od malutkiego pragnąłem grać w piłkę. Nawet na zajęciach wychowania fizycznego denerwowałem się, że część klasy wykręca się od ćwiczenia, gdyż chciałem by mecz siatkówki na w-fie był jak najbardziej zacięty. W życiu każdego człowieka - nieważne, czy piłkarza, biznesmena, muzyka czy nauczyciela - powinno dążyć się do sukcesu. Każdy z nas odczuł w przeszłości pragnienie zwycięstwa. Ale nie muszę chyba uświadamiać Was jak bardzo kręta jest ścieżka dążąca do sukcesu, prawda?

sobota, 9 stycznia 2016

#32 - Strzał życia.

Jak wygrać mecz jednym uderzeniem...


21 października, 2012 rok. Powoli robiło się już coraz chłodniej, więc boisko także zaczęło odczuwać trudy trwającego sezonu. Podobnie jak murawa, i ja czułem się już nieco przemęczony. Nie harowałem po kilka godzin dziennie, jednak gdy już byłem na treningu, zawsze wkładałem w niego maksimum swoich sił. Nie pomagał mi wcale fakt, że wciąż odczuwałem ból pachwiny. Po części już się do niego przyzwyczaiłem, ale nie sądzę, by grało mi się lepiej dzięki temu. W szatni także atmosfera była dość "gęsta", przynajmniej wobec mnie. Nie wiem dokładnie z jakiego powodu - czy to przez zazdrość, że otrzymałem kolejne powołanie i zaliczyłem następny mecz w kadrze, czy z innej przyczyny... Ja z kolei skupiałem się na tym, by w meczu ze "Stalą" Szczecin wypaść jak najlepiej... Liczyłem się z tym, że na trybunach może być jakiś obserwator.

środa, 6 stycznia 2016

#31 - Deszczowy dreszczowiec.


17 października 2012 r. Deszczowa, zimna, przytłaczająca pogoda. Wycieraczki pracowały przez całą naszą drogę do Wielenia - miejscowości położonej nieopodal Poznania. I choć aura tamtego dnia nie zachęcała nawet do wyjścia z domu do pobliskiego spożywczaka, ja pragnąłem być jak najszybciej na miejscu. Czekał na mnie kolejny, jeden z najważniejszych meczów w moim życiu - mierzyliśmy się bowiem z najcięższym grupowym rywalem w walce o finałowy turniej Mistrzostw Polski - Wielkopolskim Związkiem Piłki Nożnej.