sobota, 28 listopada 2015

#23 - Uchowany.

"Zadam Panu jedno pytanie..."


Wtorkowy wieczór, dwa dni po meczu z SAP. Torbę ze sprzętem spakowałem już dawno. Leżała na podłodze, a ja nieprzerwanie patrząc się na nią wyobrażałem sobie jak będzie wyglądał mój pierwszy trening z drużyną "Portowców". Byłem niesamowicie zestresowany. Znałem kilku chłopaków z konsultacji kadry województwa w roku 2009. Wiedziałem, że prezentują naprawdę wygórowany poziom. Bałem się, że będę od nich wyraźnie odstawał. Noc nie należała do najspokojniejszych...

sobota, 21 listopada 2015

#22 - Punkt zwrotny.

"Damian, ktoś chce z Tobą porozmawiać..."

 

  09.09.2012r. W autobusie panował straszny skwar, więc gdy tylko podjechaliśmy pod Stadion Miejski im. Floriana Krygiera, wszyscy jak jeden mąż czym prędzej wysiedliśmy z pojazdu. Po raz trzeci w życiu, moim oczom ukazał się granatowo-bordowy obiekt z kilkunastotysięcznymi trybunami w pełnej okazałości. Stałem tak kilkadziesiąt sekund i wpatrywałem się w zieleń płyty głównej boiska, myśląc jak to jest na niej wystąpić...

środa, 18 listopada 2015

#21 - Gdy czas na chwilę zwalnia...

Kibice poderwali się z miejsc...


Pierwszy września, 2012 rok. Szatnia za budynkiem klubowym. Dwie pary butów piłkarskich, stojących pod ławką. Koszulka z numerem "9" rozwieszona z dbałością na wieszaku. Słuchawki na uszach, tłumiące krzyki kolegów z drużyny. Koncentracja... i rozmyślanie nad cieszynką, o którą założyłem się z moją przyjaciółką. Stawka była duża, ponieważ nagrodą miała być nasza ulubiona kawa mrożona... Naszedł dzień kolejnego meczu. Po ostatniej przegranej batalii w Gryfinie, przyszło nam mierzyć się na własnym boisku z jedną z drużyn typowanych przed sezonem do zajęcia czołowej lokaty w ligowej tabeli - Kotwicą Kołobrzeg. Choć nasze nastawienie do tego spotkania było zadziwiająco bojowe, zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że to nie nas stawia się w roli faworyta...

niedziela, 15 listopada 2015

#20 - Gryfińskie trudności.

To był ciężki mecz...


Wielkimi krokami zbliżały się kolejne ligowe potyczki. Wraz z nimi pojawiała się dla mnie szansa na podkręcenie mojego strzeleckiego licznika. Każdy mecz traktowałem jak święto, a także walkę z samym sobą i poprzednimi osobistymi rekordami. Dążyłem do tego, by w każdym, kolejnym sezonie być co raz to skuteczniejszy. Marsz po strzeleckie zdobycze rozpocząłem w drugiej kolejce, w wygranym 2:0 spotkaniu z Flotą Świnoujście...

czwartek, 12 listopada 2015

#19 - Nowe wyzwania.

Czas na kolejny sezon...


Koniec sierpnia, 2012 rok. Dopiero co wróciłem z dwutygodniowego obozu PSS. Zawsze na początku każdego turnusu odbywały się testy, które miały sklasyfikować nas odpowiednio poziomem umiejętności do 4-osobowych grup. W tym roku zostałem przydzielony do grupy numer 1... Razem z chłopakiem 95' z Warty Poznań, 96' z Legii Warszawa oraz angielskiego Reading... Najlepszej grupy. Miałem ledwie 15 lat - było to dla mnie ogromne wyróżnienie, które mocno zmotywowało mnie do dalszej pracy. Trening z nimi dał mi mnóstwo doświadczenia. Jak zwykle przyjechałem do Barlinka w fantastycznej formie, naładowany pozytywnym nastawieniem i chęcią strzelania kolejnych bramek...

poniedziałek, 9 listopada 2015

#18 - Ukochana letnia praca.

40-stopniowe upały i hektolitry potu...


Jak już wiecie, od lata 2009 roku jeździłem regularnie na obozy piłkarskie Polish Soccer Skills. Zawsze z niecierpliwością wyczekiwałem swojego turnusu. Pierwszy swój obóz letni przetrenowałem na obiektach sportowych Centralnego Ośrodka Sportu w Szczyrku. Od 2010 roku, do jesieni 2012 - czterokrotnie spędzałem czas na doskonaleniu piłkarskiego fachu w Wałczu. Poznałem tam mnóstwo fantastycznych ludzi, którzy dziś osiągają niesamowite rzeczy w piłce. No bo kto nie chciałby mieć za kolegę przebijającego się coraz wyżej w klubowej hierarchii zawodnika Chelsea Londyn lub chłopaka, którego lada chwila będziemy mogli zobaczyć w meczach hiszpańskiej ekstraklasy?

sobota, 7 listopada 2015

#17 - Czas na przerwę.

Pierwszy juniorski sezon za mną...


Po wspomnianym meczu w Policach przyszło pauzować mi ponad 3 tygodnie... Okazało się, że dość mocno oberwał mięsień czworogłowy oraz biodrowo-lędźwiowy. Po kilku wizytach u rehabilitanta, stopniowo wracałem do zdrowia. Na całe szczęście, leczenie przebiegało bardzo sprawnie i na mecz rewanżowy ze Szczecinkiem byłem gotowy. Przy okazji, był to jedyny mecz w sezonie 2011/2012, który rozpocząłem na ławce rezerwowych! Czas rozgrywek powoli dobiegał końca...

środa, 4 listopada 2015

#16 - Gorzki smak porażki.

Pasmo niepowodzeń...


Wiosna 2012. Kolejny ligowy mecz zbliżał się wielkimi krokami. Kilkukrotnie zapunktowaliśmy, ale w spotkaniach z przeciwnikami pokroju Szczecińskiej Pogoni nie mieliśmy zbyt wielkich szans. Byliśmy więc stosunkowo nisko w tabeli. Mimo dobrej frekwencji na początku rozgrywek zaczęły się z nią problemy. Z treningu na trening malała ilość zawodników do gry - wiele wysiłku szło więc na marne, gdyż nie da się przetrenować wariantów rozegrania lub zagrać porządnej gierki w kilka osób... Kadra kruszyła się także przez kontuzje oraz naturalną selekcję. Treningi bywały dość ciężkie, zwłaszcza dla zawodników młodszych, jak ja. Wytrwale jednak za każdym razem stawiałem się punktualnie na stadionie spragniony każdą minutą gry...

poniedziałek, 2 listopada 2015

#15 - Urodzinowy prezent.

Zadanie wykonane z nawiązką...


21 kwietnia 2012 roku. Był to dzień, kiedy obchodziłem swoje 15-te urodziny. Po raz kolejny nadarzyła się więc okazja, by w końcu sprawić komuś prezent - graliśmy bowiem tego dnia mecz wyjazdowy w Wałczu. Chciałem zagrać dobry mecz dla siebie oraz mojego taty, który za 4 dni ponownie obchodził imieniny. Postawiłem przed sobą zadanie nadrobienia zaległości z przed dwóch lat, gdy zamiast niespodzianki, załatwiłem jedynie ponad miesięczne wyjazdy do lekarzy i rehabilitantów w Szczecinie... 

niedziela, 1 listopada 2015

#14 - Mały kadrowicz.

Ogromna dawka pozytywnego stresu...


Odskoczmy trochę wstecz, na początek mojej piłkarskiej przygody. To była wiosna 2009 roku. Przyszedłem na trening, który miał być taki sam, jak każdy inny. Przebrałem się i razem z chłopakami zaczęliśmy ćwiczyć... Po dwugodzinnym wysiłku trener poprosił 4 osoby na bok - w tym mnie. Nie miałem pojęcia o co mogło chodzić, więc lekko zestresowany podążyłem za szkoleniowcem. Wręczył nam pewien dokument do przeczytania. Po kilku sekundach lektury wszyscy bez wyjątku szeroko uśmiechnęliśmy się na widok literówek oraz poprzekręcanych nazwisk i imion, lecz po chwili dosłownie nas zamurowało...