sobota, 31 października 2015

#13 - Strzał w "dziesiątkę".

Ciężar udźwignięty doskonale...


Mijały kolejne mecze. Stopniowo poznałem już styl gry nowej drużyny i dopasowywałem się do niej. Konkurencja na wszystkich pozycjach była bardzo duża, byłem więc dumny z tego, że od pierwszej kolejki nie oddałem miejsca w składzie. Zdarzało mi się grywać nawet całe mecze, choć czasami kończyłem występ kwadrans przed końcem. Wyjątkowo udany był dla mnie mecz z Błękitnymi Stargard - przegraliśmy co prawda 4:2, ale strzeliłem wtedy dwie bramki w 2 minuty. Przez cięższe treningi i grę ze starszymi stałem się postawniejszy, szybszy i silniejszy.

#12 - Pierwsze juniorskie osiągnięcie.

" Chłopak dobry, jak na 95'..."


Już w czasie poprzedniego sezonu raz na jakiś czas dostawałem zaproszenie na trening w juniorach. Zdarzało mi się więc trenować z chłopakami o 3 lata starszymi ode mnie. Były to jednak tylko poszczególne jednostki treningowe, a całą uwagę skupiałem na swojej drużynie trampkarzy. Sezon jednak wkrótce się skończył. Cały rocznik 96' ze względu na wiek musiał awansować kategorię wyżej. Ja wciąż rocznikowo pozostawałem trampkarzem. Pewnego razu zadzwonił mój telefon, a ja ujrzałem nieznany dotąd numer...

piątek, 30 października 2015

#11 - Kolejne stopnie pod górę i Baltic Cup.

Zbyt krótko, by wyzdrowieć...


2 czerwca, 2011. Nastał kolejny dzień, który oczywiście rozpocząłem od kupna nowego telefonu. Od wczoraj wciąż trzymały mnie emocje, zarówno te złe, jak i pozytywne. Po południu czekał na mnie kolejny mecz wspomnianej już "Ligi Orlika". Po lekcjach udałem się do domu, zjadłem obiad, spakowałem w plecak cały potrzebny sprzęt i pognałem na boisko. Po niedługim czasie cała ekipa zebrała się już na miejscu i mogliśmy rozpocząć grę...

#10 - Dzień Dziecka.

Ogromna radość zmieszana z osłupieniem...


Powoli odzyskiwałem formę. Trochę czasu upłynęło, zanim na dobre opuścił mnie lęk przed mocniejszym uderzeniem czy zrywnym zwodem. Z każdym zimowym treningiem czułem się lepiej i odnosiłem wrażenie, że po kontuzji nie ma już śladu. Po długiej przerwie, ponownie nadszedł czas na ligowe zmagania...

czwartek, 29 października 2015

#9 - Jak wiele bólu można znieść?

"Nie wierzę, że dograł Pan do końca..."


Za nami 6 z 8 meczów ligowych w tej rundzie. Byłem w kapitalnej dyspozycji. W 6-ciu kolejnych spotkaniach ustrzeliłem 11 goli. Wyjątkowy był zwłaszcza mecz z Sępem Brzesko, kiedy trafiłem 5-ciokrotnie. Czekał na nas kolejny z rywali, druga drużyna z wspomnianych wcześniej Dolic. Spragniony kolejnych bramek z niecierpliwością wyczekiwałem weekendu.

#8 - Odpowiedzialność noszona na ramieniu.

 Najprzyjemniejszy z ciężarów...


Wrzesień 2010. Zakończył się okres przygotowawczy i szykowaliśmy się do startu ligi. I w tym sezonie mój rocznik nie był wiodącym, więc po raz kolejny, jak już się zresztą przyzwyczaiłem, musiałem grać ze starszymi. Znaliśmy już terminarz i swoich ligowych rywali. Nasza drużyna liczyła blisko 30 osób, więc konkurencja była duża. Wszystko było już praktycznie klepnięte na ostatni guzik, poza jedną, bardzo istotną rzeczą - Nie mieliśmy wybranego kapitana na zbliżający się sezon...

środa, 28 października 2015

#7 - Sentymentalny rywal.

Nowa szkoła, nowy początek...


Podstawówkę ukończyłem wzorowo, zdobywając tytuł "Primus Inter Pares" - co roku przyznawany był osobie, która najlepiej napisała test szóstoklasisty w połączeniu ze średnią na koniec roku - W moim przypadku było to 39/40 pkt i śr. 5.45. W tłumaczeniu nazwa ta oznacza "Najlepszy wśród najlepszych". Czas jednak przenieść się o krok wyżej, czekał na mnie pierwszy rok nauki w gimnazjum. Startowałem z nieco przegranej pozycji, ponieważ rozpocząłem naukę w PG1, gdzie de facto większość uczniów stanowili absolwenci SP1. Nie znałem nikogo oprócz moich kolegów z drużyny. Złożyłem podanie do klasy matematycznej i tam też się dostałem. Nie muszę raczej dodawać, że znajomi z klubu nie byli entuzjastami nauk ścisłych i wylądowałem tam sam, prawda?

#6 - Coś jeszcze, trenerze?

Tego chyba sam się nie spodziewałem...


Lipiec 2010. Po raz drugi, zdecydowałem się spędzić wakacje na sportowo. Wciąż chciałem grać i sprawiało mi to ogromną frajdę. Postanowiliśmy z rodzicami, że pojadę na obóz piłkarski do Wałcza. Kontuzja z kwietnia wydawała się być skutecznie zaleczona, w międzyczasie zresztą zdążyłem zagrać jeszcze w kilku meczach i turniejach i nie było większych objawów. Nie mogłem się więc doczekać, aż w końcu pojadę na turnus!

wtorek, 27 października 2015

#5 - Pierwsze kroki pod górę.

To miał być inny prezent...


Przenieśmy się dwa miesiące wstecz. 25 kwietnia 2010 roku. To była dla mnie szczególna data, ponieważ tego dnia mój tata obchodził imieniny. Bardzo chciałem sprawić mu miłą niespodziankę, a była ku temu okazja, gdyż w ten dzień mieliśmy grać z Odrą Chojną. Chcieliśmy wziąć srogi odwet za dotkliwą porażkę na jesień. Nie byłem już zresztą tylko zawodnikiem typowo defensywnym - trener dostrzegł we mnie pewne cechy, które postanowił wykorzystać na innej pozycji. Od pewnego czasu coraz częściej grałem na pozycji defensywnego pomocnika i czułem się na niej naprawdę dobrze. Na samą myśl o tym meczu czułem już przypływ emocji. Dlaczego? Był jeszcze jeden powód, a mianowicie - po raz pierwszy na mój mecz miała przyjść moja pierwsza dziewczyna! I wszystko jasne, nie?

#4 - Czarno-biała opaska.

Za duża na Adasia , za mała na Bartka , więc...


Czerwiec 2010... Wiadomo już było, że Polska będzie współgospodarzem EURO2012. Tradycyjnie już z tego powodu, zaczęły namnażać się tzw. "orliki" - każdy wie o co chodzi. Obok pobliskiego gimnazjum takowe właśnie zostało wybudowane, a nasza drużyna trampkarzy automatycznie przeniosła się tam z treningami. Nasz trener z czasem został opiekunem boiska, więc trenowaliśmy już tylko i wyłącznie tam. Jako, że był to świeżo otwarty obiekt, należało jakoś uczcić jego otwarcie, czyż nie?

poniedziałek, 26 października 2015

#3 - Premierowe bramki i nagroda.

Rok treningów za mną...


Razem z drużyną zaliczyłem już kilka różnych turniejów z mniejszymi bądź większymi sukcesami.
Na pamiętnym turnieju halowym w Różankach w finale nie trafiłem karnego, czym zraziłem się do rzutów karnych na kilka następnych lat, ale i o tym będzie w przyszłości. Po zimie przyszła kolejna runda rozgrywek ligowych. Występowałem standardowo na pozycji stopera, choć czasami zdarzało mi się zagrać troszeczkę wyżej, na defensywnym pomocniku. Od początku cechowała mnie dobra gra głową, i choć często zagrażałem pod bramką rywala podczas stałych fragmentów ( Na turnieju we Wronkach wykonywaliśmy 3 rzuty rożne i 3 razy z rzędu trafiałem w słupek...) , jakoś nigdy nie udało mi się dotąd strzelić bramki. Trochę zaczęło mi to doskwierać, chciałem dorównać przecież starszym kolegom.

#2 - Memoriał im. Alfreda Pluszczyka.

15.08.2008 - Pierwszy turniej, pierwszy medal...


Sumiennie trenowałem przez prawie dwa tygodnie. Wciąż byłem napraaaaawdę początkującym trampkarzem, ale cieszyłem się każdą minutą na boisku. Nasz trener oświadczył nam, że 15 sierpnia odbędzie się bardzo ważny turniej w naszym mieście. Zdawałem sobie sprawę, że to praktycznie niemożliwe, bym wziął w nim udział. Kadra miała liczyć nie więcej niż kilkanaście osób. Turniej pozostawał dla mnie w kategorii marzeń...

#1 - Pierwszy trening.

1 sierpnia, rok 2008. Pamiętam to jak dziś...


 Od małego, gdy tylko tata zaczął zabierać mnie na mecze powtarzałem, że też chcę grać , jednak w moim mieście nie było sekcji dla tak młodych dzieciaków, jak ja. Po przeprowadzce w inny rejon miasta, co oczywiste, poznałem nowych kolegów. Dwóch z nich było braćmi. Jeden w moim wieku, drugi dwa lata starszy. Obydwoje grali w miejscowej "Pogoni". Często chodziliśmy grać razem na boisko obok pobliskiej szkoły. Dopytywałem jak to jest, jak często trenują, etc. W tamtych czasach istniała tylko jedna drużyna trampkarzy, ale obecnych w niej było ok. 30 chłopaków. Wiadomo, konkurencja spora, a i trener nie był zbyt chętny do przyjmowania nowych do drużyny.

#0 - Na wstępie... Kim jestem i co chce przekazać.

 Witam wszystkich!


 Nazywam się Damian, 18 wiosen na karku. Pochodzę z Barlinka, niewielkiej miejscowości niedaleko Gorzowa Wlkp. W tej samej miejscowości rozpoczęła się moja piłkarska przygoda. Nie jestem w stanie określić, czy już się skończyła, czy jeszcze trwa. Dlaczego?

 Tu właśnie znajduje się meritum sprawy. Założyłem tego bloga z frustracji. Jakiej? To proste! Co może być gorsze dla piłkarza, niż kontuzja? Dokładnie... Otóż 25.09 br. przeszedłem zabieg operacyjny kolana, bardzo poważny zresztą, i nie pierwszy w moim życiu. Minął miesiąc, a ja jeszcze nie jestem w stanie nawet wrócić do szkoły. Znacie uczucie, gdy wiesz, że wszystkie twoje plany, marzenia i ambicje biorą w łeb? ...

 Moja historia zaczęła się, gdy miałem 11 lat. Od tego momentu nabiera rozpędu. Do tej pory przebyłem wiele momentów wzlotów, upadków, nadziei i konsternacji. Osiągnąłem więcej niż inni. A wciąż wiele zostało do zdobycia.

 Chcę zabrać Was w podróż z tym nieśmiałym 11-latkiem pędzącym biegiem na pierwszy w swoim życiu trening. Chcę razem z Wami przebrnąć przez moją historię. Chcę opowiedzieć ją krok po kroku, chcę by ktoś spojrzał na świat moimi oczami i zrozumiał jak wiele on znaczy. Jaki jest wspaniały, i jak bardzo potrafi zranić. 
 To ja, moja historia, moje życie.
 Zapraszam do częstego odwiedzania bloga oraz na : instagram.com/don_damiao