wtorek, 29 grudnia 2015

#30 - Odpowiedzialność.

Po tygodniu wielkiej uciechy spowodowanej kolejnym powołaniem na mecz mistrzowski Kadry ZZPN oraz kilku ciężkich treningowych przeprawach okupionych zaciskaniem zębów nadszedł czas na kolejny mecz ligowy - i tym razem czekała nas daleka podróż do Koszalina. Bój o 3 punkty mieliśmy stoczyć z tamtejszym "Bałtykiem", a dokładniej ich drugą drużyną - Akademią Piłkarską "Bałtyk"...

niedziela, 20 grudnia 2015

#29 - Z pierwszą wizytą...

Po raz kolejny cofnijmy się w czasie. Tym razem do dnia jeszcze wcześniejszego niż ten, od którego zacząłem opisywać całą historię. Daty niestety nie pamiętam. Chodzi o tzw. "Turniej Dzikich Drużyn", każdy z początkujących sportowców powinien znać ten termin. Ale po kolei...

Miałem wtedy ledwo skończone 11 lat. Wchodząc na jakże popularne wtedy Gadu-Gadu z niecierpliwością oczekiwałem wiadomości na temat piłki kopanej od Fabiana. Zbliżało się lato, choć już od dawna chodziliśmy dzień w dzień z całą ekipą na betonowe boisko przy pobliskiej szkole zwanej popularnie "dwójką".  I tego popołudnia mieliśmy się tam wybrać. Zbawienny dźwięk przychodzącej wiadomości w końcu rozbrzmiał, a ja w trybie natychmiastowym ubrałem się w sportowy strój, pochwyciłem futbolówkę pod pachę i pognałem co sił w miejsce naszej tradycyjnej zbiórki...

czwartek, 17 grudnia 2015

#28 - Przezwyciężony.

Wysiadając z autokaru celowo zarzuciłem torbę na prawe ramię, ponieważ nie chciałem dociążać lewej strony ciała. Pachwina pulsowała mi żywym ogniem tak mocno, że musiałem robić przystanki co kilkaset metrów podczas powrotu do domu. Oczy zachodziły mi łzami za każdym razem, gdy przychodziła kolejna fala bólu. Moja noga po meczu nie dawała mi przekonania, że jak to się mówi - "poboli i przejdzie"... Niestety, zapowiadała się kolejna męczarnia z rehabilitacją na czele.

niedziela, 13 grudnia 2015

#27 - Walka z wiatrakami.

Rezygnacja zmieszana z irytacją...


Po ostatniej porażce z "Arkonią" nasza sytuacja w ligowej tabeli była dramatyczna. Byliśmy jedną z tych drużyn, które mogły pochwalić się niezbyt imponującym osiągnięciem stracenia ponad dwudziestu goli w zaledwie 6 kolejek... Nasz styl gry i same statystyki niestety, powiedzmy to sobie szczerze, na kolana nie powalały...

środa, 9 grudnia 2015

#26 - Sięgnąć gwiazd.

Boiskowi idole na wyciągnięcie dłoni...



Abstrahując od ligowych zmagań, cofnijmy się nieco w czasie - mniej więcej do jesieni 2011 roku. Przychodząc ze szkoły, zostałem momentalnie zaatakowany przez tatę słowami: "Synek! Chodź w końcu zgłosimy się do tego losowania!". I to nie byle jakiego, proszę państwa! Stawką były przecież bilety na EURO 2012 rozgrywane tamtego roku w Polsce i na Ukrainie. A znajdźcie mi 15-letniego chłopaka, który nie marzy o obejrzeniu na żywo jednej z największych sportowych imprez na świecie - jestem pewien, że będzie z tym kłopot! 

sobota, 5 grudnia 2015

#25 - Powrót do rzeczywistości.

Zostałem brutalnie sprowadzony na ziemię...


Na piątkowy trening nastawiałem się raczej negatywnie. Dwa dni temu jako jedyny z całej mojej obecnej drużyny zadebiutowałem w prestiżowym meczu kadry wojewódzkiej ZZPN. Moje obawy nie były bezpodstawne. Odkąd pamiętam szatnia była podzielona. Widoczna była różnica wieku, nieduża, ale jednak... Rzadko dogadywaliśmy się zarówno poza, jak i na boisku. Im byliśmy starsi, tym robiło się gorzej. Nie uniknąłem więc nieprzyjaznych spojrzeń, dociekliwych pytań i dokuczliwych komentarzy. Spływało to jednak po mnie jak po kaczce. Wiedziałem, na ile mnie stać i że zasłużyłem na zaufanie, jakim obdarzyli mnie szkoleniowcy. Z niecierpliwością wyczekiwałem niedzielnego spotkania na własnym terenie z "Arkonią" Szczecin...

środa, 2 grudnia 2015

#24 - Większy kadrowicz.

"Wyrwany z zamyślenia, błyskawicznie spojrzałem w stronę ławki..."


6 kolejka Ligi Wojewódzkiej Juniorów Młodszych w sezonie 2012/2013 rozgrywana 15-tego i 16-tego września - każdemu z mojej barlineckiej drużyny upłynęła pod znakiem wypoczynku i ogólnej beztroski. Ja także miałem pauzę w grze ze względu na układ terminarza, jednak wciąż w uszach dźwięczały mi słowa szczecińskiego trenera. Nie mogłem pozbyć się myśli, że w przypadku kontuzji jednego z 18-tu zawodników wyznaczonych na mecz kadrowy, to ja zastąpię jego miejsce. W poniedziałek 17-tego września udałem się do szkoły z głową wypełnioną marzeniami...

sobota, 28 listopada 2015

#23 - Uchowany.

"Zadam Panu jedno pytanie..."


Wtorkowy wieczór, dwa dni po meczu z SAP. Torbę ze sprzętem spakowałem już dawno. Leżała na podłodze, a ja nieprzerwanie patrząc się na nią wyobrażałem sobie jak będzie wyglądał mój pierwszy trening z drużyną "Portowców". Byłem niesamowicie zestresowany. Znałem kilku chłopaków z konsultacji kadry województwa w roku 2009. Wiedziałem, że prezentują naprawdę wygórowany poziom. Bałem się, że będę od nich wyraźnie odstawał. Noc nie należała do najspokojniejszych...

sobota, 21 listopada 2015

#22 - Punkt zwrotny.

"Damian, ktoś chce z Tobą porozmawiać..."

 

  09.09.2012r. W autobusie panował straszny skwar, więc gdy tylko podjechaliśmy pod Stadion Miejski im. Floriana Krygiera, wszyscy jak jeden mąż czym prędzej wysiedliśmy z pojazdu. Po raz trzeci w życiu, moim oczom ukazał się granatowo-bordowy obiekt z kilkunastotysięcznymi trybunami w pełnej okazałości. Stałem tak kilkadziesiąt sekund i wpatrywałem się w zieleń płyty głównej boiska, myśląc jak to jest na niej wystąpić...

środa, 18 listopada 2015

#21 - Gdy czas na chwilę zwalnia...

Kibice poderwali się z miejsc...


Pierwszy września, 2012 rok. Szatnia za budynkiem klubowym. Dwie pary butów piłkarskich, stojących pod ławką. Koszulka z numerem "9" rozwieszona z dbałością na wieszaku. Słuchawki na uszach, tłumiące krzyki kolegów z drużyny. Koncentracja... i rozmyślanie nad cieszynką, o którą założyłem się z moją przyjaciółką. Stawka była duża, ponieważ nagrodą miała być nasza ulubiona kawa mrożona... Naszedł dzień kolejnego meczu. Po ostatniej przegranej batalii w Gryfinie, przyszło nam mierzyć się na własnym boisku z jedną z drużyn typowanych przed sezonem do zajęcia czołowej lokaty w ligowej tabeli - Kotwicą Kołobrzeg. Choć nasze nastawienie do tego spotkania było zadziwiająco bojowe, zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że to nie nas stawia się w roli faworyta...

niedziela, 15 listopada 2015

#20 - Gryfińskie trudności.

To był ciężki mecz...


Wielkimi krokami zbliżały się kolejne ligowe potyczki. Wraz z nimi pojawiała się dla mnie szansa na podkręcenie mojego strzeleckiego licznika. Każdy mecz traktowałem jak święto, a także walkę z samym sobą i poprzednimi osobistymi rekordami. Dążyłem do tego, by w każdym, kolejnym sezonie być co raz to skuteczniejszy. Marsz po strzeleckie zdobycze rozpocząłem w drugiej kolejce, w wygranym 2:0 spotkaniu z Flotą Świnoujście...

czwartek, 12 listopada 2015

#19 - Nowe wyzwania.

Czas na kolejny sezon...


Koniec sierpnia, 2012 rok. Dopiero co wróciłem z dwutygodniowego obozu PSS. Zawsze na początku każdego turnusu odbywały się testy, które miały sklasyfikować nas odpowiednio poziomem umiejętności do 4-osobowych grup. W tym roku zostałem przydzielony do grupy numer 1... Razem z chłopakiem 95' z Warty Poznań, 96' z Legii Warszawa oraz angielskiego Reading... Najlepszej grupy. Miałem ledwie 15 lat - było to dla mnie ogromne wyróżnienie, które mocno zmotywowało mnie do dalszej pracy. Trening z nimi dał mi mnóstwo doświadczenia. Jak zwykle przyjechałem do Barlinka w fantastycznej formie, naładowany pozytywnym nastawieniem i chęcią strzelania kolejnych bramek...

poniedziałek, 9 listopada 2015

#18 - Ukochana letnia praca.

40-stopniowe upały i hektolitry potu...


Jak już wiecie, od lata 2009 roku jeździłem regularnie na obozy piłkarskie Polish Soccer Skills. Zawsze z niecierpliwością wyczekiwałem swojego turnusu. Pierwszy swój obóz letni przetrenowałem na obiektach sportowych Centralnego Ośrodka Sportu w Szczyrku. Od 2010 roku, do jesieni 2012 - czterokrotnie spędzałem czas na doskonaleniu piłkarskiego fachu w Wałczu. Poznałem tam mnóstwo fantastycznych ludzi, którzy dziś osiągają niesamowite rzeczy w piłce. No bo kto nie chciałby mieć za kolegę przebijającego się coraz wyżej w klubowej hierarchii zawodnika Chelsea Londyn lub chłopaka, którego lada chwila będziemy mogli zobaczyć w meczach hiszpańskiej ekstraklasy?

sobota, 7 listopada 2015

#17 - Czas na przerwę.

Pierwszy juniorski sezon za mną...


Po wspomnianym meczu w Policach przyszło pauzować mi ponad 3 tygodnie... Okazało się, że dość mocno oberwał mięsień czworogłowy oraz biodrowo-lędźwiowy. Po kilku wizytach u rehabilitanta, stopniowo wracałem do zdrowia. Na całe szczęście, leczenie przebiegało bardzo sprawnie i na mecz rewanżowy ze Szczecinkiem byłem gotowy. Przy okazji, był to jedyny mecz w sezonie 2011/2012, który rozpocząłem na ławce rezerwowych! Czas rozgrywek powoli dobiegał końca...

środa, 4 listopada 2015

#16 - Gorzki smak porażki.

Pasmo niepowodzeń...


Wiosna 2012. Kolejny ligowy mecz zbliżał się wielkimi krokami. Kilkukrotnie zapunktowaliśmy, ale w spotkaniach z przeciwnikami pokroju Szczecińskiej Pogoni nie mieliśmy zbyt wielkich szans. Byliśmy więc stosunkowo nisko w tabeli. Mimo dobrej frekwencji na początku rozgrywek zaczęły się z nią problemy. Z treningu na trening malała ilość zawodników do gry - wiele wysiłku szło więc na marne, gdyż nie da się przetrenować wariantów rozegrania lub zagrać porządnej gierki w kilka osób... Kadra kruszyła się także przez kontuzje oraz naturalną selekcję. Treningi bywały dość ciężkie, zwłaszcza dla zawodników młodszych, jak ja. Wytrwale jednak za każdym razem stawiałem się punktualnie na stadionie spragniony każdą minutą gry...

poniedziałek, 2 listopada 2015

#15 - Urodzinowy prezent.

Zadanie wykonane z nawiązką...


21 kwietnia 2012 roku. Był to dzień, kiedy obchodziłem swoje 15-te urodziny. Po raz kolejny nadarzyła się więc okazja, by w końcu sprawić komuś prezent - graliśmy bowiem tego dnia mecz wyjazdowy w Wałczu. Chciałem zagrać dobry mecz dla siebie oraz mojego taty, który za 4 dni ponownie obchodził imieniny. Postawiłem przed sobą zadanie nadrobienia zaległości z przed dwóch lat, gdy zamiast niespodzianki, załatwiłem jedynie ponad miesięczne wyjazdy do lekarzy i rehabilitantów w Szczecinie... 

niedziela, 1 listopada 2015

#14 - Mały kadrowicz.

Ogromna dawka pozytywnego stresu...


Odskoczmy trochę wstecz, na początek mojej piłkarskiej przygody. To była wiosna 2009 roku. Przyszedłem na trening, który miał być taki sam, jak każdy inny. Przebrałem się i razem z chłopakami zaczęliśmy ćwiczyć... Po dwugodzinnym wysiłku trener poprosił 4 osoby na bok - w tym mnie. Nie miałem pojęcia o co mogło chodzić, więc lekko zestresowany podążyłem za szkoleniowcem. Wręczył nam pewien dokument do przeczytania. Po kilku sekundach lektury wszyscy bez wyjątku szeroko uśmiechnęliśmy się na widok literówek oraz poprzekręcanych nazwisk i imion, lecz po chwili dosłownie nas zamurowało...

sobota, 31 października 2015

#13 - Strzał w "dziesiątkę".

Ciężar udźwignięty doskonale...


Mijały kolejne mecze. Stopniowo poznałem już styl gry nowej drużyny i dopasowywałem się do niej. Konkurencja na wszystkich pozycjach była bardzo duża, byłem więc dumny z tego, że od pierwszej kolejki nie oddałem miejsca w składzie. Zdarzało mi się grywać nawet całe mecze, choć czasami kończyłem występ kwadrans przed końcem. Wyjątkowo udany był dla mnie mecz z Błękitnymi Stargard - przegraliśmy co prawda 4:2, ale strzeliłem wtedy dwie bramki w 2 minuty. Przez cięższe treningi i grę ze starszymi stałem się postawniejszy, szybszy i silniejszy.

#12 - Pierwsze juniorskie osiągnięcie.

" Chłopak dobry, jak na 95'..."


Już w czasie poprzedniego sezonu raz na jakiś czas dostawałem zaproszenie na trening w juniorach. Zdarzało mi się więc trenować z chłopakami o 3 lata starszymi ode mnie. Były to jednak tylko poszczególne jednostki treningowe, a całą uwagę skupiałem na swojej drużynie trampkarzy. Sezon jednak wkrótce się skończył. Cały rocznik 96' ze względu na wiek musiał awansować kategorię wyżej. Ja wciąż rocznikowo pozostawałem trampkarzem. Pewnego razu zadzwonił mój telefon, a ja ujrzałem nieznany dotąd numer...

piątek, 30 października 2015

#11 - Kolejne stopnie pod górę i Baltic Cup.

Zbyt krótko, by wyzdrowieć...


2 czerwca, 2011. Nastał kolejny dzień, który oczywiście rozpocząłem od kupna nowego telefonu. Od wczoraj wciąż trzymały mnie emocje, zarówno te złe, jak i pozytywne. Po południu czekał na mnie kolejny mecz wspomnianej już "Ligi Orlika". Po lekcjach udałem się do domu, zjadłem obiad, spakowałem w plecak cały potrzebny sprzęt i pognałem na boisko. Po niedługim czasie cała ekipa zebrała się już na miejscu i mogliśmy rozpocząć grę...

#10 - Dzień Dziecka.

Ogromna radość zmieszana z osłupieniem...


Powoli odzyskiwałem formę. Trochę czasu upłynęło, zanim na dobre opuścił mnie lęk przed mocniejszym uderzeniem czy zrywnym zwodem. Z każdym zimowym treningiem czułem się lepiej i odnosiłem wrażenie, że po kontuzji nie ma już śladu. Po długiej przerwie, ponownie nadszedł czas na ligowe zmagania...

czwartek, 29 października 2015

#9 - Jak wiele bólu można znieść?

"Nie wierzę, że dograł Pan do końca..."


Za nami 6 z 8 meczów ligowych w tej rundzie. Byłem w kapitalnej dyspozycji. W 6-ciu kolejnych spotkaniach ustrzeliłem 11 goli. Wyjątkowy był zwłaszcza mecz z Sępem Brzesko, kiedy trafiłem 5-ciokrotnie. Czekał na nas kolejny z rywali, druga drużyna z wspomnianych wcześniej Dolic. Spragniony kolejnych bramek z niecierpliwością wyczekiwałem weekendu.

#8 - Odpowiedzialność noszona na ramieniu.

 Najprzyjemniejszy z ciężarów...


Wrzesień 2010. Zakończył się okres przygotowawczy i szykowaliśmy się do startu ligi. I w tym sezonie mój rocznik nie był wiodącym, więc po raz kolejny, jak już się zresztą przyzwyczaiłem, musiałem grać ze starszymi. Znaliśmy już terminarz i swoich ligowych rywali. Nasza drużyna liczyła blisko 30 osób, więc konkurencja była duża. Wszystko było już praktycznie klepnięte na ostatni guzik, poza jedną, bardzo istotną rzeczą - Nie mieliśmy wybranego kapitana na zbliżający się sezon...

środa, 28 października 2015

#7 - Sentymentalny rywal.

Nowa szkoła, nowy początek...


Podstawówkę ukończyłem wzorowo, zdobywając tytuł "Primus Inter Pares" - co roku przyznawany był osobie, która najlepiej napisała test szóstoklasisty w połączeniu ze średnią na koniec roku - W moim przypadku było to 39/40 pkt i śr. 5.45. W tłumaczeniu nazwa ta oznacza "Najlepszy wśród najlepszych". Czas jednak przenieść się o krok wyżej, czekał na mnie pierwszy rok nauki w gimnazjum. Startowałem z nieco przegranej pozycji, ponieważ rozpocząłem naukę w PG1, gdzie de facto większość uczniów stanowili absolwenci SP1. Nie znałem nikogo oprócz moich kolegów z drużyny. Złożyłem podanie do klasy matematycznej i tam też się dostałem. Nie muszę raczej dodawać, że znajomi z klubu nie byli entuzjastami nauk ścisłych i wylądowałem tam sam, prawda?

#6 - Coś jeszcze, trenerze?

Tego chyba sam się nie spodziewałem...


Lipiec 2010. Po raz drugi, zdecydowałem się spędzić wakacje na sportowo. Wciąż chciałem grać i sprawiało mi to ogromną frajdę. Postanowiliśmy z rodzicami, że pojadę na obóz piłkarski do Wałcza. Kontuzja z kwietnia wydawała się być skutecznie zaleczona, w międzyczasie zresztą zdążyłem zagrać jeszcze w kilku meczach i turniejach i nie było większych objawów. Nie mogłem się więc doczekać, aż w końcu pojadę na turnus!

wtorek, 27 października 2015

#5 - Pierwsze kroki pod górę.

To miał być inny prezent...


Przenieśmy się dwa miesiące wstecz. 25 kwietnia 2010 roku. To była dla mnie szczególna data, ponieważ tego dnia mój tata obchodził imieniny. Bardzo chciałem sprawić mu miłą niespodziankę, a była ku temu okazja, gdyż w ten dzień mieliśmy grać z Odrą Chojną. Chcieliśmy wziąć srogi odwet za dotkliwą porażkę na jesień. Nie byłem już zresztą tylko zawodnikiem typowo defensywnym - trener dostrzegł we mnie pewne cechy, które postanowił wykorzystać na innej pozycji. Od pewnego czasu coraz częściej grałem na pozycji defensywnego pomocnika i czułem się na niej naprawdę dobrze. Na samą myśl o tym meczu czułem już przypływ emocji. Dlaczego? Był jeszcze jeden powód, a mianowicie - po raz pierwszy na mój mecz miała przyjść moja pierwsza dziewczyna! I wszystko jasne, nie?

#4 - Czarno-biała opaska.

Za duża na Adasia , za mała na Bartka , więc...


Czerwiec 2010... Wiadomo już było, że Polska będzie współgospodarzem EURO2012. Tradycyjnie już z tego powodu, zaczęły namnażać się tzw. "orliki" - każdy wie o co chodzi. Obok pobliskiego gimnazjum takowe właśnie zostało wybudowane, a nasza drużyna trampkarzy automatycznie przeniosła się tam z treningami. Nasz trener z czasem został opiekunem boiska, więc trenowaliśmy już tylko i wyłącznie tam. Jako, że był to świeżo otwarty obiekt, należało jakoś uczcić jego otwarcie, czyż nie?

poniedziałek, 26 października 2015

#3 - Premierowe bramki i nagroda.

Rok treningów za mną...


Razem z drużyną zaliczyłem już kilka różnych turniejów z mniejszymi bądź większymi sukcesami.
Na pamiętnym turnieju halowym w Różankach w finale nie trafiłem karnego, czym zraziłem się do rzutów karnych na kilka następnych lat, ale i o tym będzie w przyszłości. Po zimie przyszła kolejna runda rozgrywek ligowych. Występowałem standardowo na pozycji stopera, choć czasami zdarzało mi się zagrać troszeczkę wyżej, na defensywnym pomocniku. Od początku cechowała mnie dobra gra głową, i choć często zagrażałem pod bramką rywala podczas stałych fragmentów ( Na turnieju we Wronkach wykonywaliśmy 3 rzuty rożne i 3 razy z rzędu trafiałem w słupek...) , jakoś nigdy nie udało mi się dotąd strzelić bramki. Trochę zaczęło mi to doskwierać, chciałem dorównać przecież starszym kolegom.

#2 - Memoriał im. Alfreda Pluszczyka.

15.08.2008 - Pierwszy turniej, pierwszy medal...


Sumiennie trenowałem przez prawie dwa tygodnie. Wciąż byłem napraaaaawdę początkującym trampkarzem, ale cieszyłem się każdą minutą na boisku. Nasz trener oświadczył nam, że 15 sierpnia odbędzie się bardzo ważny turniej w naszym mieście. Zdawałem sobie sprawę, że to praktycznie niemożliwe, bym wziął w nim udział. Kadra miała liczyć nie więcej niż kilkanaście osób. Turniej pozostawał dla mnie w kategorii marzeń...

#1 - Pierwszy trening.

1 sierpnia, rok 2008. Pamiętam to jak dziś...


 Od małego, gdy tylko tata zaczął zabierać mnie na mecze powtarzałem, że też chcę grać , jednak w moim mieście nie było sekcji dla tak młodych dzieciaków, jak ja. Po przeprowadzce w inny rejon miasta, co oczywiste, poznałem nowych kolegów. Dwóch z nich było braćmi. Jeden w moim wieku, drugi dwa lata starszy. Obydwoje grali w miejscowej "Pogoni". Często chodziliśmy grać razem na boisko obok pobliskiej szkoły. Dopytywałem jak to jest, jak często trenują, etc. W tamtych czasach istniała tylko jedna drużyna trampkarzy, ale obecnych w niej było ok. 30 chłopaków. Wiadomo, konkurencja spora, a i trener nie był zbyt chętny do przyjmowania nowych do drużyny.

#0 - Na wstępie... Kim jestem i co chce przekazać.

 Witam wszystkich!


 Nazywam się Damian, 18 wiosen na karku. Pochodzę z Barlinka, niewielkiej miejscowości niedaleko Gorzowa Wlkp. W tej samej miejscowości rozpoczęła się moja piłkarska przygoda. Nie jestem w stanie określić, czy już się skończyła, czy jeszcze trwa. Dlaczego?

 Tu właśnie znajduje się meritum sprawy. Założyłem tego bloga z frustracji. Jakiej? To proste! Co może być gorsze dla piłkarza, niż kontuzja? Dokładnie... Otóż 25.09 br. przeszedłem zabieg operacyjny kolana, bardzo poważny zresztą, i nie pierwszy w moim życiu. Minął miesiąc, a ja jeszcze nie jestem w stanie nawet wrócić do szkoły. Znacie uczucie, gdy wiesz, że wszystkie twoje plany, marzenia i ambicje biorą w łeb? ...

 Moja historia zaczęła się, gdy miałem 11 lat. Od tego momentu nabiera rozpędu. Do tej pory przebyłem wiele momentów wzlotów, upadków, nadziei i konsternacji. Osiągnąłem więcej niż inni. A wciąż wiele zostało do zdobycia.

 Chcę zabrać Was w podróż z tym nieśmiałym 11-latkiem pędzącym biegiem na pierwszy w swoim życiu trening. Chcę razem z Wami przebrnąć przez moją historię. Chcę opowiedzieć ją krok po kroku, chcę by ktoś spojrzał na świat moimi oczami i zrozumiał jak wiele on znaczy. Jaki jest wspaniały, i jak bardzo potrafi zranić. 
 To ja, moja historia, moje życie.
 Zapraszam do częstego odwiedzania bloga oraz na : instagram.com/don_damiao